Witajcie . Dziś w końcu piątunio! ale i tak chcę już sobotę! w szkole wszystko w porządku, żadnych przypałów , ryczenia i wgl. Możliwe , że nad tym postem się lekkawo rozkleję .. Ostatnio u mnie pojawiła się tęsknota za bliskością. Bliskością dusz - nie ciał! Czuję się nijaka , niczyja , niezauważalna , jak zrozpaczona kropla deszczu.. Dawniej bałam się straty i bólu aa teraz to już nie mówię Moje serce jest bardzo kruche , jak smaczne ciastko .. Nienawidzę swojej delikatności i wrażliwości.. Nienawidzę też tego , że pozwoliłam aby ból aż tak wkręcił się w moje serce by moje oczy zapomniały jak wygląda słońce . Może to śmieszne ale czuję się jak samotna jaskółka w deszczu. Opadłam już z sił .. Śmiać mi się z samej chcę jak mówię sobie ,, wezmę się w garść '' i tak tego nie robie! nie umiem , może nie chcę..Powtarzam się w tym temacie.. Czuję , że ból jest moim nieodłącznym towarzyszem w drodze ku szczęściu. Chciałabym się kiedyś zgubić , i zatrzeć wszystkie ślady po sobie żeby mnie nikt nie znalazł . Zaczyna się okres kiedy znów dotykam dna , potrzebuje jednej silnej dłoni...
Tylko Ty możesz ocalić moje wnętrze, ale boję się, że jest już za późno.. OBEJMIJ MNIE I ZASZYJ KIEDY SIĘ ZACZNĘ ROZPADAĆ! Szczerze to jeszcze nigdy nie straciłam wiary , że będzie taki czas kiedy naprawdę będzie lepiej , ale NA DŁUŻEJ .. Zastanawiam się ile musi być zła w moim sercu abym w końcu zasłużyła na to długie , prawdziwe szczęście? Trzymajcie się!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz